Wpisy z kategorii *Ekstraklasa*

Z czym do ludzi?

Wiecie, kiedy ostatni raz tak bardzo wstydziłem się za polski klub w europejskich pucharach? To było rok i ten pamiętny mecz Wisły z Levadią Tallin. Myślałem sobie, że następnym razem będzie lepiej. Rok później Mistrzem Polski został Lech. No więc tak sobie pomyślałem: “tym razem to już na sto procent Liga Mistrzów zagości na polskiej ziemi”. Odbyło się spotkanie Interem…Baku. W stolicy Azerbejdżanu Kolejorz, a konkretnie Artur Wichniarek wcisnął gospodarzom bramkę. Wydawało się Wam, że rewanż przy Bułgarskiej będzie formalnością? Też mi się wydawało, ale zmieniłem zdanie. W zasadzie to nie wiem, co się jeszcze musi wydarzyć i ile polski klub w eliminacjach Champions League musi dostać bramek, żeby w końcu zbudować silną ekipę i awansować do najważniejszej ligi w Europie. Pytam z czym do ludzi? Lech mimo, że mistrz naszego kraju pokazał, że Liga Mistrzów to dalej za wysokie progi. Pytam z czym do ludzi? Nie oszukujmy się, ale poznaniakom wczoraj zwyczajnie dopisało szczęście, bo jak inaczej nazwać ten konkurs jedenastek i postawę Krzysztofa Kotorowskiego. Według mnie Kolejorz powinien zasłużenie przegrać ten rewanż znacznie wyżej i to jeszcze w regulaminowym czasie. Możemy sobie tłumaczyć przez brak Roberta Lewandowskiego i wystarczających transferów. Jednak to nie jest żadne usprawiedliwienie dla zupełnego  braku profesjonalizmu ze strony podopiecznych Jacka Zielińskiego. Wczoraj mój ojciec stwierdził, że na Sparcie Praga przygoda Lecha się skończy. Nie życzę źle żadnej ekipie reprezentującej Polskę na arenie międzynarodowej, ale obawiam się, że tym razem skończy się jak zwykle. Tak jak w tym jeszcze do niedawna aktualnym powiedzeniu o reprezentacji Hiszpanii.

Ciuciubabka Wojciechowskiego z Marcinem Żewłakowem

Na pewno każdy z Was bawił się kiedyś w ciuciubabkę. Polegało to na zawiązaniu oczu jednej osobie, a następnie na łapaniu innych. Taką ciuciubabkę już drugi rok z rzędu uprawia właściciel Polonii Warszawa, pan Józef Wojciechowski. Pamiętacie do czego to doprowadziło. Do czego zmierzam? Zaprosił oto pan prezes na Konwiktorską drugiego z braci Żewłakowów, Marcina do negocjacji w sprawie kontraktu.Rozmowy trwały dosyć długo. Już było wszystko dopięte na ostatni guzik. Już Marcin przeszedł testy medyczne i był gotów złożyć podpis pod umową. Przyszedł więc do siedziby klubu, żeby sprawę ostatecznie zamknąć, ale się srodze rozczarował. Pan prezes najwidoczniej zmienił zdanie w ciągu jednej nocy, bo na byłego reprezentanta Polski owszem czekał kontrakt,ale na zmienionych warunkach. No i jak tutaj się nie rozczarować. Nieczęsto zdarza się, że piłkarz, będący wychowankiem jakiegoś klubu (w tym przypadku Polonii) w ostatnim momencie dowiaduje, że jednak nic z tego. Nie jestem kibicem Czarnych Koszul,ale zdanie Marcina Żewłakowa na temat wcale mnie nie dziwi. Chętnych tego zdania odsyłam do dzisiejszego wydania dziennika “Futbol News”. Józef Wojciechowski chcąc rzeczywiście walczyć o najwyższe cele nie powinien zachowywać się w ten sposób.Inaczej na Muranowie będzie powtórka z rozrywki, a myślę, że kibice z Muranowa nie chcieliby tego.

Wzloty i upadki sezonu 2009/2010

Za nami kolejny sezon piłkarskiej Ekstraklasy. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że będzie on aż tak emocjonujący. Nie wiem, czy ktokolwiek z Was  się tego spodziewał. Były niezłe gole, dramatyczne spotkania i równie spektakularne błędy sędziów. Po zakończeniu 30.kolejki jak zwykle przychodzi pora na wyróżnienie klap i klas ostatnich miesięcy na polskich boiskach. Oto klasy i klapy polskiej ligi w minionym sezonie:

KLASY:

Powiem Wam otwarcie, że miałem troszkę kłopotu z wykonaniem tego zestawienia. Nie mniej jednak udało mi się wybrać tych, którzy oczarowali najbardziej.

1. InterCity z Bułgarskiej

Pisząc prognozę na rundę wiosenną powiedziałem, że wcale nie zdziwi mnie, jeśli Lechowi znowu tytuł gdzieś tam odjedzie. Tak się jakoś dziwnie działo w ostatnich kolejkach wcześniejszych sezonów Ekstraklasy, że już prawie był Mistrzem Polski, aż tu nagle coś się zacięło i po tytule ślad zaginął. Tak bez mistrzowskiej korony kibice z Bułgarskiej musieli żyć długie 17 lat. Ktoś jednak w Lechu pomyślał rozsądnie i teraz niemal rzutem na taśmę poznański pociąg InterCity dojechał do tej najważniejszej stacji. Zwycięstwo Kolejorza w lidze jakoś specjalnie nie powinno nikogo dziwić. Z taką siłą rażenia (Peszko, Lewandowski, Stilić, Kriwiec) niejedna ekipa mogłaby sporo zdziałać.Kolejorz zasłużył sobie na triumf, bo grał najbardziej efektownie i efektywnie.  A więc teraz wielkopolski pociąg musi wyjechać na szersze, europejskie tory.

2. Niebieska rewelacja

O śląskich ekipach zwykło się mówić, że to zespoły z charakterem i zacięciem do gry. Doskonałym przykładem na potwierdzenie tych słów jest Ruch Chorzów. Nad Niebieskimi można by długo się rozwodzić. W czubie tabeli siedzieli praktycznie od początku sezonu. Przy Cichej latem cicho na pewno nie będzie, bo oto do drzwi puka już Liga Europejska. Piłkarze Waldemara Fornalika mogą mieć trudności z dostaniem się do europejskich pucharów, bo w klubie sytuacja finansowa nie jest delikatnie mówiąc najlepsza, no ale na boisku przecież nie grają pieniądze tylko zawodnicy.

3. Prawy do Lewego…

Mówimy Lech Poznań, a myślimy Lewandowski. Robert Lewandowski. Współautor sukcesu poznaniaków. Niechciany swego czasu przy Łazienkowskiej, przy Bułgarskiej udowodnił, że mimo młodego wieku wiele można osiągnąć. Bardzo wiele. W jednym sezonie mistrzostwo kraju i korona Króla Strzelców. Każdy chciałby mieć taki debiut. Teraz będzie strzelał na zachodzie.

4. Janoszka - syn swojego ojca

Wyjątkowo niebieskie te klasy w podsumowaniu sezonu. Łukasz Janoszka znany syn, znanego zawodnika klubu z Cichej, Mariana Janoszki. W tym przypadku sprawdza się porzekadło, że niedaleko pada jabłko od jabłoni. Kiedyś popularny “Ecik” pokonywał bramkarzy w dziecinny sposób. Dziś przyszła kolej na młodsze pokolenie. Gdyby nie postawa Łukasza, kto wie, na którym miejscu byłaby jego drużyna.

5. Mister Micanski

O grze Iljana Micanskiego jesienią można było powiedzieć wiele, ale napewno nie to, że była dobra. Ledwie dwa zdobyte gole należy bowiem uznać za porażkę. Nad jego głową po raz kolejny zaczęły zbierać się czarne chmury.Nigdy Iljan nie miał uznania w oczach Franciszka Smudy (ówczesnego trenera Miedziowych).  Już się mówiło, że zimą odejdzie z klubu, bo się do niczego nie nadaje. To się jednak zmieniło. Z Lubina do kadry odszedł wspomniany pan Franek, a na jego miejsce przyszedł Marek Bajor. Micanski dostał kredyt zaufania, który spłacił z nawiązką. Jego 12 goli wiosną, w dużej mierze przyczyniło się do utrzymania klubu w Ekstraklasie.

KLAPY

Po klasach sezonu wyraźnie zdominowanych przez Lecha i Ruch nadszedł moment na “wyróżnienie” tych, którzy w sezonie rozczarowali. Nadeszła pora nagrodzenia głównych porażek zakończonych właśnie rozgrywek. Jednych z Was, drodzy Czytelnicy, to zestawienie może nieco zdziwić, a innych wprost przeciwnie.

1. Legia - mistrzowie blamażu

Na podstawie tego, co się wydarzyło przy Łazienkowskiej w sezonie 2009/2010 można by napisać książkę “Jak się skompromitować, czyli co zrobić, żeby nie zdobyć tytułu Mistrza Polski”. Legioniści właśnie, a nie jakaś tam Odra Wodzisław i Piast Gliwice, są największymi przegranymi. W zasadzie można śmiało zaryzykować stwierdzenie, że postawą nie grzeszyli od samego początku. Najdobitniej pokazali, że na Mistrza nie zasługują wiosną, kiedy to na Łazienkowską przyjechała Wisła Kraków. Piłkarze warszawskiego zespołu dali się łatwo pokonać rywalowi, zupełnie nie podchodząc do tego spotkania. To nie jedyne kompromitujące porażki Wojskowych w tym sezonie. Koniec końców Legii nie w Europie w tym roku nie będzie. Może to i dobrze, chociaż wątpię, że drużyna wyciągnie jakieś wnioski z tego co się stało.

2. Wisła Kraków - naznaczeni Levadią

Kiedy na początku sezonu Wisła grała w eliminacjach Ligi Mistrzów dopuściła się blamażu w pojedynku z Levadią Tallin , wielu kibiców w Polsce zastanawiało się co dalej z tym klubem będzie? Okazało się, że to początek końca potęgi. Maciej Skorża oddał się do dyspozycji władz klubu, ale otrzymał kredyt zaufania. Jak czas później pokazał było tak po raz ostatni. Jesienią Biała Gwiazda zupełnie nieoczekiwanie pozwoliła sobie na porażki z Legią, Lechem i w derbowym spotkaniu z Cracovią. Cierpliwość Bogusława Cupiała zaczęła się wyczerpywać. Ostatnie skończyła się, kiedy wiosną krakowianie nie dali rady słabiutkiej Arce Gdynia. Maciej Skorża musiał wyjechać z Reymonta. Nowym starym trenerem drużyny został Henryk Kasperczak. Były szumne zapowiedzi obrony tytułu. Po odpadnięciu z Remes Pucharu Polski mogło wydawać się, że wiślacy przerzucą teraz wszystkie siły na kolejne mistrzostwo. Był wyjątkowo szczęśliwy remis w pojedynku z Lechem i rozbicie Piasta. Pod Wawelem zaczęto mrozić szampana. No i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie przegrana w Kielcach. Teraz już wszystko staczało się po równi pochyłej. Widmo utraty tytułu poważnie zajrzało w oczy w Derbach Krakowa, kiedy do własnej bramki trafił Mariusz Jop. Jak to się w efekcie skończyło, pamiętamy wszyscy. “Drugiej Ery Kasperczaka” z całą pewnością nie będzie.

3. Czarne Koszule - czarna rozpacz

Gdzie byli poloniści dokładnie o tej samej porze rok temu? Ano, na czwartym miejscu w tabeli, które wtedy po zdobyciu Pucharu Polski przez trzeciego Lecha, dawało szansę na Ligę Europejską. Józef Wojciechowski, właściciel klubu zapowiadał walkę o tytuł. Piłkarzom tak ta szajba po występach w europejskich pucharach uderzyła do głowy, że w kolejnym sezonie było tylko gorzej. Z walki o tytuł zrobiła się walka o utrzymanie. Sam Wojciechowski tylko dodatkowo podgrzewał temperaturę, wymieniając jak oszalały trenerów. Wywalił Bogusława Kaczmarka, Jacka Zielińskiego i Jacka Grembockiego. Chciał nawet zatrudnić Franciszka Smudę, ale okazało się, że obecny selekcjoner Reprezentacji ma swoje warunki i na innych pracować nie będzie. Pod koniec sezonu Polonia już pod wodzą Jose Mari Bakero utrzymała się w lidze, ale umówmy się, że mieli przy tym sporo szczęścia.

4. Piast Gliwice za burtą

Po dwóch sezonach w Ekstraklasie gliwiccy piłkarze wracają do I ligi. Z ich postawy można wywnioskować, że chcieli w elicie zostać, ale na dobrych chęciach się skończyło. Jak widać nawet najlepsze nie zawsze wystarczą do osiągnięcia zamierzonego efektu. A jeśli chcecie wiedzieć, jak spuścić dwie drużyny do niższej klasy rozgrywkowej w ciągu jednego roku, spytajcie trenera gliwiczan Ryszarda Wieczorka. On ma na to patent.

5. Odra Wodzisław popłynęła z ligi

Stara piłkarska prawda mówi, że suma szczęścia na boisku w efekcie zawsze wynosi zero i kiedyś musi się to szczęście skończyć. Od dłuższego czasu polscy kibice zaczęli nawet zakładać się między sobą, kiedy w końcu ta Odra spadnie. Najwyraźniej wodzisławianom tego szczęścia starczyło na długie trzynaście lat. Odrze nie pomogło nawet sprowadzenie Arkadiusza Onyszki, Mauro Cantoro i Brasilii.

Na tym koniec podsumowania wydarzeń w Ekstraklasie w sezonie 2009/2010. Teraz przed nami długo oczekiwane Mistrzostwa Świata w RPA, a później występy naszych reprezentantów w europejskich pucharach. Kolejny sezon rusza już pod koniec lipca i miejmy nadzieję, że będzie równie interesujący.

Mariusz Jop. Bohater Poznania spod Wawelu

Wiele już się wydarzyło w polskiej Ekstraklasie. Chociażby we wtorek. Już się pod Wawelem cieszyli, że na rynku będą świętować zdobycie trzeciego mistrzostwa z rzędu. Były oto derby królewskiego grodu. Derby Warszawy też były, ale postawę Legii lepiej znowu przemilczeć. A wracając do tematu. Bardzo się Wisła męczyła w Świętej Wojnie z Cracovią. Od 79 minuty nawet Biała Gwiazda objęła prowadzenie. I już się wiślacy witali z gąską o nazwie Mistrz Polski, ale humor szybko im się popsuł, bo doszło do remisu. Powiecie teraz pewnie: No i co z tego? Przecież w każdym meczu zdarzają się remisy. Owszem zdarzają się, ale przy Reymonta to, co wydarzyło się we wtorek na Suchych Stawach, jeszcze długo będzie odbijać się czkawką. Piłkarze Oresta Lenczyka wyrównali, ale nie zrobiliby tego, gdyby własnego bramkarza nie pokonał Mariusz Jop. “Swojaki” w naszej lidze to niemal pospolity widok. Wszyscy jeszcze świeżo w pamięci tego, którego przy Konwiktorskiej puścił Sebastian Przyrowski. Wiemy też doskonale, jakie samobóje “przecudnej urody” potrafią puszczać Tomasz Kuszczak, kiedy gra kadra (słynny mecz Biało-Czerwonych z Kolumbią przed Mistrzostwami Świata w Niemczech) i wiemy też, że prawdziwym mistrzem “swojaków” jest Marcin Cabaj.  Oni wszyscy mają na swoim koncie minimum jednego. Ale dlaczego mówię o Mariuszu Jopie? Ano dlatego, że prawdopodobnie przez to trafienie do własnej siatki odebrał swojemu zespołowi tytuł. W Poznaniu już go noszą na rękach za to, że dał Kolejorzowi fotel lidera. A myślę, że będą go dłużej nosić, kiedy Lech ze swoimi kibicami w sobotę wieczorem będzie świętować zdobycie pierwszego od 17 lat majstra (o ile ta sztuka zawodnikom Jacka Zielińskiego się uda). Taki bohater Poznania spod Wawelu. Według mnie prezydent Poznania w przypadku zwycięstwa Kolejorza w lidze powinien przyznać Jopowi honorowe obywatelstwo miasta. Na miejscu samego piłkarza nie martwiłbym się tak bardzo. Nie on pierwszy i nie ostatni.

Po co wy gracie, jak wy ambicji nie macie?

Taki dowcip przyszedł mi do głowy. Jaki jest szczyt fantazji? Odpowiedź: Legia zostaje Mistrzem Polski i w gra europejskich pucharach. Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne.To sobie pożartowaliśmy. A teraz na serio. Kawał może chamski zwłaszcza ze strony kogoś, kto wojskowym kibicuje. Urażonych nim innych fanów warszawskiego klubu bardzo przepraszam. Wiem, że leżącego się nie kopie, ale Legioniści zasłużyli sobie na to. Piłkarze rozczarowali na całej linii. Przegrać z Wisłą można. Ok. Ale w tak kompromitującym stylu? 0:3? Sorry, ale ktoś chyba sobie robi jaja. Panie trenerze Białas i wielce szanowni piłkarze z Łazienkowskiej, gdzie te trzy punkty, które dzisiaj miały być dopisane do ligowego konta? Zapytam inaczej słowami naszego starego kibicowskiego hitu. Po co wy gracie, kiedy ambicji nie macie? Powiedzmy sobie otwarcie, że nie potraficie nic innego od gwiazdorzenia na lewo i prawo, a gry w piłkę zero. Tak jak wy to nie grają nawet dzieciaki w pierwszej lepszej podstawówce. One grają zdecydowanie lepiej. Skończcie, wy piłkarze od siedmiu boleści w końcu pieprzyć, że na dwie kolejki przed końcem macie jeszcze szanse na Mistrza, bo to nieprawda i to dobitnie udowodniliście dzisiaj. Nie macie tych szans od dawna. Ani realnych, ani tym bardziej matematycznych. Jeżeli tak by było to pokonalibyście krakowian z palcem w nosie. Wisła wygrała w pełni zasłużenie, a nawet powinna Was roznieść znacznie wyżej. Tak więc może lepiej nauczyć się tego kopania od początku.  Z takim składem to wy nie wygralibyście z czołową drużyną B-klasy. Zdecydowanie lepiej ogląda mi się potyczki tych zespołów, które biją się o utrzymanie. Przykre to, co mówię, ale czasami prawda musi boleć na tyle mocno, żeby coś do tych pustych mózgownic trafiło. Powtarzam jeszcze raz dość tego gwiazdorzenia przy Łazienkowskiej. Jeżeli już rzeczywiście uważacie się za gwiazdy, poczekajcie. Może ktoś w telewizji TVN zaprosi was do kolejnej edycji “Tańca z Gwiazdami”. O przepraszam. Nie zaprosi Was, bo tak myślę, że nie dalibyście rady nawet na parkiecie. Swoją postawą i całkowitym brakiem podejścia do sprawy tak ważnego spotkania pokazaliście, że jesteście gwiazdami, wy pseudopiłkarzykowie z Łazienkowskiej, ale wśród najgorszych bumelantów i nierobów. Pokazaliście też, że przede wszystkim macie w dupie kibiców i swój klub, w którym dostajecie nie małą kaskę. Patryk Małecki nie dalej, jak w czwartkowej “Ekstraklasie Raport” zapowiadał, że Biała Gwiazda jedzie do stolicy po trzy punkty. Szczerze przed własnym telewizorem wyśmiałem go niemożliwie, bo nawet po porażce z Koroną podopiecznym Henryka Kasperczaka szans na wygraną nie dawałem. Aż tu nagle okazało się, że nie miałem racji. Może to i dobrze, chociaż w przypadku Legionistów nie sądzę, żeby tak wielki kubeł lodowatej wody pomógł w poprawie rezultatów. A do władz Legii to ja mam taką dosyć dużą prośbę. Pozbądźcie się tych wszystkich Grzelaków i innych pseudograjków, którym kończą się kontrakty i dajcie szansę bardziej utalentowanym zawodnikom. Proponuję też już teraz podziękować Stefanowi Białasowi, bo kiedy widzę, co jego piłkarze wyprawiają na murawie, odnoszę wrażenie, że zaczyna odstawiać takie cyrki, jak swego czasu jego imiennik Majewski z reprezentacji. Czym zamierzacie skusić kibiców do przyjścia na nowy stadion? Takim kabaretem? Bądźmy poważni. To jest piłka nożna, a nie kabareton w Opolu. Tu trzeba grać z jajem, ale na poważnie. Bez żadnej improwizacji.

Ciężkie jest życie prezesa

Nie mają łatwego życia w naszym kraju osoby, które pełnią jakąś funkcję. Ileż to razy już media wszelakie donosiły o tym, że jakiś minister albo inny poseł został obrzucony jajami. To taka nasza tradycja, a tradycja jak wiadomo to jest coś ekstra, że tak posłużę się cytatem z mojego ulubionego “Misia”. Sprawujący władzę w Polsce łatwego życia nie mają. Nie mają go też prezesi klubów piłkarskich, bo też czymś w twarz oberwać mogą. Pamiętacie byłego już prezesa Legii Leszka Miklasa? Dostało się mu swego czasu tortem. Sprawa trafiła na wokandę, jednak pan sędzia uznał, że winowajca w żadnym stopniu krzywdy nie wyrządził. Coż najwyraźniej Leszek M. “pieszczotliwie” nazywany Leszkiem z Iławy sądził, że jest na tyle nietykalny, że z byle głupotą można pójść do sądu i zawracać głowę przedstawicielom wymiaru sprawiedliwości. Ciężkie jest życie prezesa. Kolejny przykład. Wtorek. Dialog Arena w Lubinie. Tym razem torty  i inne smakołyki w powietrzu nie latały, ale mogły posypać się zęby. Nie byle czyje, bo mowa o zębach prezesa Śląska Wrocław. Nie wiem, kto tych dwóch kiboli (nie kibiców) wpuścił do sektora dla VIP-ów, ale ja nie wpuściłbym ich nawet na stadionowy parking. Komisja Ligi zebrała się, żeby sprawę rozpatrzyć. Rzecz jasna Zagłębie zostało ukarane. Nie będę już mówić, co to za kara, bo szkoda gadać.  Prezes “Miedziowych” wyroku za surowy nie uważa. Ja też nie. Powiedział bym nawet, że jest ona zbyt łagodna. Śmiech na sali to najlepsze określenie. W tym przekonaniu utwierdził mnie nawet Adam Godlewski z tygodnika “Piłka Nożna” podczas wizyty w magazynie “Ekstraklasa Raport” na antenie Orange Sport. Osobiście byłbym bardziej radykalny i zdecydował o zamknięciu obiektu podczas najbliższego meczu “u siebie”. Jeżeli zbliżające się Euro 2012 ma odbywać w spokojnej atmosferze, powinniśmy zamknąć stadiony dla chuliganów. Inaczej kolejni prezesi będą mówić, że nie mają łatwego życia.

Na przełamanie

Co jest najlepsze na przełamanie złej formy lub zżerającej tremy? Można by odpowiedzieć, że najlepiej byłoby walnąć sobie tego symbolicznego kielicha. Wtedy wszystko idzie łatwiej, bo człowiek od razu rozluźniony jest. Nie mniej jednak nie zamierzam nakłaniać Was do picia alkoholu, bo ten tekst mogą czytać dzieci. W polskiej piłce nikt na boisko pod wpływem napojów procentowych nie wychodzi i może to i dobrze, bo jeszcze większość bramek oglądanych w czasie meczu mogłaby być efektem trafienia samobójczego, albo nawet nie było by ich wcale, bo nie da się trafić do siatki, kiedy rzeczona dwoi się piłkarzowi w oczach. W każdym razie musi się zdarzyć taki moment,kiedy drużyna musi się przełamać. No to się zdarzyła 22.kolejka i rzeczywiście kilku ekipom (dokładniej dwóm warszawskim) coś się w końcu udało. I tak Legii po niesamowitych męczarniach udało się wygrać. Czyli trener Stefan Białas w końcu dotrzymał słowa. Rzecz jasna nie sądzę,że ledwie cztery oczka na dwanaście wystarczyły w ostatecznym rozrachunku. Uważajmy z tym optymizmem w temacie tego, czy Wojskowi wywalczą tytuł, czy też nie. Radziłbym raczej wszystkim niepoprawnym optymistom wstrzymanie się z tym wróżeniem z fusów przynajmniej do następnej kolejki,kiedy Legioniści zmierzą się z Lechem. Zostawmy już drużynę z Łazienkowskiej. Zajmijmy się teraz tą nieszczęsną Polonią. Na Konwiktorskiej wygrali,ale tak jak w przypadku Legii, trochę się z Arką musieli pomęczyć. Co by jednak nie powiedzieć, okazuje się, że Czarne Koszule i ekipa Stefana Białasa patent na trójmiejskie zespoły mają. Coś w tym moim twierdzeniu być musi, bo tak jak gdynianie, piłkarze z Gdańska dostali łomot. Pozostając jeszcze w temacie stołecznej Polonii. Mimo wszystko wygrana z Arką może i ładna, chociaż zdania na ten temat są różne, ale nie uważam, żeby te trzy punkty wystarczyły do utrzymania. I tylko szkoda, że kolejną ofiarą wodzisławskiej Odry padł wspominany Lech.

Gdzie Legia nie może, tam Lech skorzysta

Wiele obiecywałem sobie po 20.kolejce Ekstraklasy ze szczególnym uwzględnieniem meczów Legii w Bytomiu, Wisły w Białymstoku z Jagiellonią i Lecha w Bełchatowie w potyczce z PGE GKS-em. O ile w starciu Białej Gwiazdy z Jagą liczyłem na stratę punktów przez krakowian (obstawiałem nawet zwycięstwo białostockiej pszczółki) i nie zawiodłem się częściowo, bo w końcu był remis, o tyle legioniści rozczarowali mnie stuprocentowo. Po raz kolejny ( i na pewno nie po raz ostatni) Wojskowi pokazali, że na zdobycie korony mistrzowskiej nie zasługują. Umówmy się, że z dziewięciu punktów możliwych do zdobycia, warszawiacy uciułali ledwie trzy i właśnie takie określenie jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Wydaje mi się jednak, że to i tak o trzy punkty za dużo. Powiecie pewnie teraz, że Wisła jest w znacznie gorszej sytuacji, bo z dziewięciu oczek na konto krakowian wpłynęło jedno. Być może, ale uważam, że aktualni Mistrzowie Polski bardziej zasługują właśnie na ten jeden niż Legia na komplet. Przy Łazienkowskiej doszło do trzęsienia ziemi. Były już trener Jan Urban musiał posprzątać zabawki i wspólnie z pożal się Boże dyrektorem sportowym Mirosławem Trzeciakiem  i drugim trenerem Kibu opuścił stołeczną piaskownicę. Gdybym był na miejscu władz klubu podjąłbym identyczną decyzję. Wojskowi tracą kolejne punkty do spółki z Wiślakami i tym samym odjeżdżają od mistrzostwa. Jednak gdzie Legia nie może, tam Lech skorzysta. No i skorzystał. W prawdzie nie w całości, ale zawsze jest bliżej tytułu. Liderem jeszcze nie jest, bo starcie z PGE GKS-em do łatwych nie należało. Szczególnie, kiedy bełchatowianie grają przed własną publicznością. Poznańska lokomotywa coraz szybciej zaczyna jechać w kierunku stacji o nazwie “Mistrz Polski”. Nie zdziwmy się więc, jeśli 16 maja okaże się, że ligowe złoto pojedzie na Bułgarską. Z całej wielkiej trójki tylko drużynie Jacka Zielińskiego najbardziej zależy na osiągnięciu celu. A Legia lub Wisła? No cóż. Te dwie ekipy nawet jeśli mogą to już nie bardzo chcą.

Kolejka cudów i sensacji

Gdybym miał podsumować 19.kolejkę Ekstraklasy powiedziałbym, że była to kolejka dosyć dziwna i pełna niespodzianek. Zacznę jednak od początku. Zaczęło się w piątek meczem Korony Kielce z Polonią Bytom przy Ściegiennego. No i nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie to co na murawie wyprawiał ten pan z gwizdkiem. Pan Piotr Siedlecki (zwany dalej arbitrem, ale miejmy nadzieję, że w końcu ktoś się zajmie jego nieudolnością) cuda wyczyniał niesamowite. Najpierw nie uznał gola zdobytego przez Macieja Tataja. Dodam,że gola zdobytego jak najbardziej prawidłowo, co jasno pokazują powtórki. Na tym porażającej głupoty Siedleckiego nie koniec. Nie wiedzieć czemu potem nie przyznał “jedenastki” Polonii Bytom,który podopiecznym Jurija Szatałowa należał w stu procentach. Przecież każdy doskonale wie, że za faul w polu karnym takowy rzut się należy. No cóż, widać Siedlecki jest lepiej zorientowany w przepisach, albo na tyle głupi i ślepy, żeby tego nie zauważyć. Wynik w prawdzie był na korzyść kielczan, ale umówmy się, że był to rezultat wypaczony i tej wersji się trzymajmy. To był przykład, że na boisku za sprawą pewnej osoby mogą dziać się cuda. Mówiłem na początku, że była to kolejka pełna sensacji i cudów. No i właśnie największe z nich (znaczy z tych sensacji) działy się w Krakowie i Warszawie. Na stadionie Hutnika Wisła podejmowała Arkę Gdynia. Tutaj pojawiają się pytania dlaczego Biała Gwiazda dopuściła się blamażu. Otóż odpowiadam. Po pierwsze Wiślacy nie potrafią wygrać nigdzie indziej niż na Reymonta. Po drugie ze skuteczności Pawła Brożka nie zostało praktycznie  nic. Przecież ten facet już dwa razy z rzędu zapewnił swojej drużynie Mistrza Polski. Po trzecie Mariusz Pawełek. Skompromitował się podczas turnieju w Tajlandii. Teraz kompromituje się w lidze. Druga i chyba największa sensacja wydarzyła się w Warszawie. Legia niestety po raz kolejny udowodniła, że nie potrafi przyjąć prezentów od Wisły i zasiąść w fotelu lidera. Wystarczyło tylko, żeby na Łazienkowskiej pojawiła się Odra. Wojskowi tylko zaczynają potwierdzać to, co napisałem przy okazji wpisu “Wszystkie nogi na murawę”, że nie zdziwi mnie jeśli znowu przegrają tytuł. Tak dzieje się właśnie teraz. I to nie w pojedynku z Lechem czy na przykład Ruchem Chorzów. Porażka z ostatnią drużyną w lidze to prawdziwy skandal i wstyd. Taka to dziwna miniona kolejka była. Szkoda tylko, że przez głupie występy arbitrów i tak już skompromitowana Ekstraklasa jeszcze bardziej się kompromituje. No, ale przecież to jest Polska.

Wszystkie nogi na murawę! Zaczynamy wiosnę.

Z polską ligą to jest tak. Z  nią źle, ale jak już jej nie ma to jest jeszcze gorzej, bo przeciętny polski kibic zwany także przeciętnym zjadaczem chleba przez cztery miesiące nic innego nie robiłby, tylko by po ścianach łaził. Z tęsknoty za oglądaniem zmagań kochanych kopaczy rzecz jasna. Tak się zdarza dwa razy w roku. Raz latem, kiedy mamy wakacje, oraz w czasie zimy,kiedy wszędzie leży śnieg. No i właśnie zima już się kończy. Pora więc,aby wznowić piłkarskie emocje w naszym kochanym kraju, w którym duże sukcesy potrafią odnosić chyba już tylko Justyna Kowalczyk i Adam Małysz, czego świadkami byliśmy śledząc zmagania olimpijczyków w Vancouver. Wracam jednak do tematu, bo troszkę od niego odszedłem. Skoro na boiska wrócili zawodnicy najlepszych klubów Europy wznawiając rozgrywki Champions League, najwyższy czas, żeby polska Ekstraklasa obudziła się z zimowego snu. Zaczynamy piłkarską wiosnę. Nie spodziewajmy się jednak żadnych rewelacji, ani spektakularnych fajerwerków, szczególnie kiedy mowa jest o czubie tabeli. Będzie tak jak zwykle. Wisła znowu będzie miała w swoim posiadaniu mistrzowską koronę, co nikogo już nie zdziwi, a co jest jednocześnie śmiertelnie nudne, bo Liga Mistrzów to i tak dla podopiecznych Macieja Skorży za wysokie progi. Nie zdziwi mnie też, jeśli tytuł znowu przemknie koło Lecha Poznań jak pociąg InterCity, bo ekipie Jacka Zielińskiego daleko do tego Kolejorza z charakterem z ery Franciszka Smudy. Nie zdziwi mnie też fakt kolejnego niezdobycia korony przez Legię. To ostatnie mówię z tym większą obawą, że akurat Wojskowym gorąco kibicuję i chciałbym życzyć jak najlepiej,żeby w końcu powtórzyła się sytuacja sprzed czterech lat. Ot taka moja mała stronniczość i lokalny warszawski patriotyzm. Jedyną drużyną, która mogłaby jeszcze namieszać w ligowym czubie jest Ruch Chorzów. Tutaj z kolei jest pewne „ale”. Byłbym niepoprawnym optymistą, gdybym nagle stwierdził,że Niebieskim wskoczyć na podium się uda. Miejsce w czołówce chorzowianom jak najbardziej się należy, ale na pierwszą trójkę jeszcze jest trochę za wcześnie. Żadnych rewelacji nie spodziewajmy się na początku ligowej czołówki, ale też nie możemy też liczyć na nie na dnie. Spytacie mnie pewnie teraz, kto z całą pewnością opuści stawkę przed nowym sezonem i czemu akurat Odra Wodzisław. Powód mógłbym mnożyć bez liku do znudzenia. Według mnie piłkarze z Bogumińskiej mogliby utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale tylko wtedy gdyby na boisku grało się na transfery. Tych w Wodzisławiu rzeczywiście zimą dokonano wiele i to nie byle jakich. Wiecie, nie neguję talentu i piłkarskiego doświadczenia Arkadiusza Onyszki, ani nawet Mauro Cantoro, ale młodzi to oni już nie są. Mało tego, będą już tylko starsi, bo przecież człowiek nie młodnieje. Poza tym (tutaj pojawia się powód numer dwa) Odra jesienią prezentowała na tyle beznadziejny poziom gry, że nagłą poprawę bym nie liczył. Nawet po tych wzmocnieniach. Co jeszcze przyniesie wiosna w naszej Ekstraklasie? Tego na chwilę obecną nie wie nikt. Jedno, czego możemy być pewni, że na emocje nie będziemy narzekać. Chyba. Tymczasem, panowie kopacze, wszystkie nogi na murawę!

Dalej »


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


lipiec 2010
P W Ś C P S N
« czerwca    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031