Wiele hałasu o technologię
Głośno się zrobiło ostatnio o mundialu. Prawdziwy hałas, że klękajcie narody. No i właśnie o tym hałasie chciałbym nadmienić słów kilka. Hałas rzeczony jest spowodowany bynajmniej nie osławionymi wuwuzelami, ale tym co w ostatnich dniach wyczyniali piłkarze i arbitrowie. Cofnijmy się zatem do wczorajszego popołudnia. Na początek Anglia gra z Niemcami. Dla Synów Albionu pada bramka. Bramka zdobyta jak najbardziej prawidłowo. Pan arbiter raczył odgwizdać spalonego. Nie wiem gdzie wtedy był ten gość z gwizdkiem, ale według mnie skoro bramka była zdobyta z właściwej pozycji, należało ją uznać.Idźmy dalej. Wieczorem Meksyk mierzy się z Argentyną. I tu sytuacja następna. Jeden z goli dla Albicelestes zdobyty, a jakże, ze spalonego. Gdyby dorzucić jeszcze kilka innych błędów sędziowskich to mamy prawdziwy kabaret. Gdzie zatem ten hałas, o którym napisałem na początku? Ano, jest i dotyczy technologii. Wprowadzać, czy nie wprowadzać. Sepp Blatter , prezydent tej skostniałej federacji FIFA (to taki trochę większy PZPN), boi się zmian, jak diabeł wody święconej i uważa, że jakakolwiek nowa technologia zabiłaby piękno futbolu. Żenujące to stwierdzenie, bo jeszcze nie słyszałem, żeby odrobina techniki, czy to w postaci powtórki, czy nawet w postaci elektronicznego chipa wszytego w piłkę, zaszkodziła całemu widowisku. Futbol, podobnie jak cały sport powinien iść z duchem czasu. W przeciwnym razie zacznie cofać się na drodze ewolucji. Mamy po wczorajszych wydarzeniach wiele hałasu o wprowadzanie nowinek technicznych. Oby tylko nie było to wiele hałasu o nic, bo coś w końcu musi się zacząć dziać.


Jakoś wszędzie technologie już są i wszystkim jest od tego lepiej. Trzeba być grubszym kretynem, żeby uważać, że kogokolwiek zachwyca to, że ktoś przegra/wygra mecz bo sędzia był ślepy.