Gdzie Legia nie może, tam Lech skorzysta
Wiele obiecywałem sobie po 20.kolejce Ekstraklasy ze szczególnym uwzględnieniem meczów Legii w Bytomiu, Wisły w Białymstoku z Jagiellonią i Lecha w Bełchatowie w potyczce z PGE GKS-em. O ile w starciu Białej Gwiazdy z Jagą liczyłem na stratę punktów przez krakowian (obstawiałem nawet zwycięstwo białostockiej pszczółki) i nie zawiodłem się częściowo, bo w końcu był remis, o tyle legioniści rozczarowali mnie stuprocentowo. Po raz kolejny ( i na pewno nie po raz ostatni) Wojskowi pokazali, że na zdobycie korony mistrzowskiej nie zasługują. Umówmy się, że z dziewięciu punktów możliwych do zdobycia, warszawiacy uciułali ledwie trzy i właśnie takie określenie jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Wydaje mi się jednak, że to i tak o trzy punkty za dużo. Powiecie pewnie teraz, że Wisła jest w znacznie gorszej sytuacji, bo z dziewięciu oczek na konto krakowian wpłynęło jedno. Być może, ale uważam, że aktualni Mistrzowie Polski bardziej zasługują właśnie na ten jeden niż Legia na komplet. Przy Łazienkowskiej doszło do trzęsienia ziemi. Były już trener Jan Urban musiał posprzątać zabawki i wspólnie z pożal się Boże dyrektorem sportowym Mirosławem Trzeciakiem i drugim trenerem Kibu opuścił stołeczną piaskownicę. Gdybym był na miejscu władz klubu podjąłbym identyczną decyzję. Wojskowi tracą kolejne punkty do spółki z Wiślakami i tym samym odjeżdżają od mistrzostwa. Jednak gdzie Legia nie może, tam Lech skorzysta. No i skorzystał. W prawdzie nie w całości, ale zawsze jest bliżej tytułu. Liderem jeszcze nie jest, bo starcie z PGE GKS-em do łatwych nie należało. Szczególnie, kiedy bełchatowianie grają przed własną publicznością. Poznańska lokomotywa coraz szybciej zaczyna jechać w kierunku stacji o nazwie “Mistrz Polski”. Nie zdziwmy się więc, jeśli 16 maja okaże się, że ligowe złoto pojedzie na Bułgarską. Z całej wielkiej trójki tylko drużynie Jacka Zielińskiego najbardziej zależy na osiągnięciu celu. A Legia lub Wisła? No cóż. Te dwie ekipy nawet jeśli mogą to już nie bardzo chcą.


To faktycznie możliwe tylko w Polsce, by ŻADNA z dwóch - teoretycznie - najlepszych drużyn w lidze nie potrafiła wykorzystać tak wielkiej okazji, by odskoczyć rywalom na te kilka oczek, które przy poziomie naszej ligi mogłyby okazać się nie do nadrobienia. Ale także tylko w Polsce wicelider mający wielkie mistrzowskie aspiracje nie potrafi wykorzystać potknięć lidera i marnuje dwie szanse, gdzie w obu przypadkach wystarczy pokonać rywala ze znacznie niższej półki.
Pozdrawiam
Wyszło trochę głupio, bo pierwsza część komentarza to mniej więcej to samo co druga, ale wiadomo o co mi chodziło