Kolejka cudów i sensacji

Gdybym miał podsumować 19.kolejkę Ekstraklasy powiedziałbym, że była to kolejka dosyć dziwna i pełna niespodzianek. Zacznę jednak od początku. Zaczęło się w piątek meczem Korony Kielce z Polonią Bytom przy Ściegiennego. No i nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie to co na murawie wyprawiał ten pan z gwizdkiem. Pan Piotr Siedlecki (zwany dalej arbitrem, ale miejmy nadzieję, że w końcu ktoś się zajmie jego nieudolnością) cuda wyczyniał niesamowite. Najpierw nie uznał gola zdobytego przez Macieja Tataja. Dodam,że gola zdobytego jak najbardziej prawidłowo, co jasno pokazują powtórki. Na tym porażającej głupoty Siedleckiego nie koniec. Nie wiedzieć czemu potem nie przyznał “jedenastki” Polonii Bytom,który podopiecznym Jurija Szatałowa należał w stu procentach. Przecież każdy doskonale wie, że za faul w polu karnym takowy rzut się należy. No cóż, widać Siedlecki jest lepiej zorientowany w przepisach, albo na tyle głupi i ślepy, żeby tego nie zauważyć. Wynik w prawdzie był na korzyść kielczan, ale umówmy się, że był to rezultat wypaczony i tej wersji się trzymajmy. To był przykład, że na boisku za sprawą pewnej osoby mogą dziać się cuda. Mówiłem na początku, że była to kolejka pełna sensacji i cudów. No i właśnie największe z nich (znaczy z tych sensacji) działy się w Krakowie i Warszawie. Na stadionie Hutnika Wisła podejmowała Arkę Gdynia. Tutaj pojawiają się pytania dlaczego Biała Gwiazda dopuściła się blamażu. Otóż odpowiadam. Po pierwsze Wiślacy nie potrafią wygrać nigdzie indziej niż na Reymonta. Po drugie ze skuteczności Pawła Brożka nie zostało praktycznie  nic. Przecież ten facet już dwa razy z rzędu zapewnił swojej drużynie Mistrza Polski. Po trzecie Mariusz Pawełek. Skompromitował się podczas turnieju w Tajlandii. Teraz kompromituje się w lidze. Druga i chyba największa sensacja wydarzyła się w Warszawie. Legia niestety po raz kolejny udowodniła, że nie potrafi przyjąć prezentów od Wisły i zasiąść w fotelu lidera. Wystarczyło tylko, żeby na Łazienkowskiej pojawiła się Odra. Wojskowi tylko zaczynają potwierdzać to, co napisałem przy okazji wpisu “Wszystkie nogi na murawę”, że nie zdziwi mnie jeśli znowu przegrają tytuł. Tak dzieje się właśnie teraz. I to nie w pojedynku z Lechem czy na przykład Ruchem Chorzów. Porażka z ostatnią drużyną w lidze to prawdziwy skandal i wstyd. Taka to dziwna miniona kolejka była. Szkoda tylko, że przez głupie występy arbitrów i tak już skompromitowana Ekstraklasa jeszcze bardziej się kompromituje. No, ale przecież to jest Polska.

* Skomentuj ten wpis

Zrobieni na granatowo

W tak zwanym międzyczasie między jedną kolejką Ekstraklasy a drugą znaleźć się musiał czas na grę Reprezentacji. Towarzyską, bo towarzyską ale to zawsze mecz. Włączyłem więc sobie telewizor i pierwsze wrażenie jakie odniosłem to takie, że rzeczony odbiornik mi się popsuł, albo zaczęło mi się już rzucać na oczy. Ze względu na wiek - bym jeszcze dodał, ale nie dodam, bo młody jeszcze jestem, więc widzę dobrze. Telewizor też mam sprawny. Stadion na Konwiktorskiej też ten sam, bo od minionej niedzieli, kiedy to Polonia przegrywała z Lechem, zmienić się w tej kwestii nie mogło absolutnie nic. Widzę dwudziestu dwóch facetów i dalej coś mi nie gra. Nie mówię tutaj o wygranej naszych kadrowiczów, bo wynik 2:0 w pojedynku z Bułgarią mającą w składzie chociażby Dymitara Berbatowa to zawsze coś. Chciałbym powiedzieć mianowicie o tym, w czym Polacy zagrali. Moje wrażenie jest takie. Wyglądało to tak, jakby wybiegli na murawę w dresach. Prosto z szatni. Jedyne czerwone akcenty, jakie udało mi się zauważyć to rękawy. Że firma produkująca te stroje (nazwy nie podam, bo nie będę uprawiać kryptoreklamy) najwyraźniej nie zna polskich flag (owe rękawy były czerwono-białe) postanowiłem przemilczeć. Poza tym wszystko w kolorze obsydianowym. To jest podobno taki odcień granatowego. Surowym kibicowskim okiem efekt wizualny oceniając stwierdzam,że większej żenady już być nie może. Franciszek Smuda na konferencji powiedział, że następnym razem drużyna na sto procent wyjdzie na murawę w znanych wszystkim barwach, a ten granatowy czy też obsydianowy to będzie tylko na wyjazdach. Hmm, uwierzę kiedy zobaczę. Tak więc,kiedy znowu zobaczycie Reprezentację Polski w ciemnych kolorach, nie regulujcie odbiorników. Nie musicie też tracić czasu na wizyty u lekarza okulisty. To naprawdę oni. Ktoś tylko zrobił ich na granatowo.

* Skomentuj ten wpis

Wszystkie nogi na murawę! Zaczynamy wiosnę.

Z polską ligą to jest tak. Z  nią źle, ale jak już jej nie ma to jest jeszcze gorzej, bo przeciętny polski kibic zwany także przeciętnym zjadaczem chleba przez cztery miesiące nic innego nie robiłby, tylko by po ścianach łaził. Z tęsknoty za oglądaniem zmagań kochanych kopaczy rzecz jasna. Tak się zdarza dwa razy w roku. Raz latem, kiedy mamy wakacje, oraz w czasie zimy,kiedy wszędzie leży śnieg. No i właśnie zima już się kończy. Pora więc,aby wznowić piłkarskie emocje w naszym kochanym kraju, w którym duże sukcesy potrafią odnosić chyba już tylko Justyna Kowalczyk i Adam Małysz, czego świadkami byliśmy śledząc zmagania olimpijczyków w Vancouver. Wracam jednak do tematu, bo troszkę od niego odszedłem. Skoro na boiska wrócili zawodnicy najlepszych klubów Europy wznawiając rozgrywki Champions League, najwyższy czas, żeby polska Ekstraklasa obudziła się z zimowego snu. Zaczynamy piłkarską wiosnę. Nie spodziewajmy się jednak żadnych rewelacji, ani spektakularnych fajerwerków, szczególnie kiedy mowa jest o czubie tabeli. Będzie tak jak zwykle. Wisła znowu będzie miała w swoim posiadaniu mistrzowską koronę, co nikogo już nie zdziwi, a co jest jednocześnie śmiertelnie nudne, bo Liga Mistrzów to i tak dla podopiecznych Macieja Skorży za wysokie progi. Nie zdziwi mnie też, jeśli tytuł znowu przemknie koło Lecha Poznań jak pociąg InterCity, bo ekipie Jacka Zielińskiego daleko do tego Kolejorza z charakterem z ery Franciszka Smudy.Nie zdziwi mnie też fakt kolejnego niezdobycia korony przez Legię. To ostatnie mówię z tym większą obawą,że akurat Wojskowym gorąco kibicuję i chciałbym życzyć jak najlepiej,żeby w końcu powtórzyła się sytuacja sprzed czterech lat. Ot taka moja mała stronniczość. Jedyną drużyną, która mogłaby jeszcze namieszać w ligowym czubie jest Ruch Chorzów. Tutaj z kolei jest pewne „ale”. Byłbym niepoprawnym opytmistą, gdybym nagle stwierdził,że Niebieskim wskoczyć na podium się uda. Miejsce w czołówce chorzowianom jak najbardziej się należy, ale na pierwszą trójkę jeszcze jest trochę za wcześnie. Żadnych rewelacji nie spodziewajmy się na początku ligowej czołówki, ale też nie możemy też liczyć na nie na dnie. Spytacie mnie pewnie teraz, kto z całą pewnością opuści stawkę przed nowym sezonem i czemu akurat Odra Wodzisław. Powód mógłbym mnożyć bez liku do znudzenia. Według mnie piłkarze z Bogumińskiej mogliby utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale tylko wtedy gdyby na boisku grało się na transfery. Tych w Wodzisławiu rzeczywiście zimą dokonano wiele i to nie byle jakich. Wiecie, nie neguję talentu i piłkarskiego doświadczenia Arkadiusza Onyszki, ani nawet Mauro Cantoro, ale młodzi to oni już nie są. Mało tego, będą już tylko starsi, bo przecież człowiek nie młodnieje. Poza tym (tutaj pojawia się powód numer dwa) Odra jesienią prezentowała na tyle beznadziejny poziom gry, że nagłą poprawę bym nie liczył. Nawet po tych wzmocnieniach. Co jeszcze przyniesie wiosna w naszej Ekstraklasie? Tego na chwilę obecną nie wie nikt. Jedno, czego możemy być pewni, że na emocje nie będziemy narzekać. Chyba. Tymczasem, panowie kopacze, wszystkie nogi na murawę!

* Skomentuj ten wpis

Fryzjer i Sobiesiak.Mistrzowie uniku

W całej olimpijskiej gorączce, którą wczoraj dodatkowo podniósł Adam Małysz zdobywając srebro na skoczni w Whistler, nie powinno się zapominać o naszej krajowej skopanej. Dzisiaj rano (tak mniej więcej koło południa) telewizja Orange Sport Info wyemitowała pewien wywiad. Rozmowa można by powiedzieć ekskluzywna, bo jej bohaterem był niejaki Ryszard F. pseudonim Fryzjer. Używam skróconej wersji nazwiska celowo. Jeżeli mam być szczery to nie uważam tych wyznań szefa piłkarskiej ośmiornicy za szczere. Trudno nazwać to inaczej jak tylko sztuką uników. Fryzjer zachował się zupełnie tak jak Ryszard Sobiesiak (ten, co to rozmawiał z Mirem i Zbychem) przed hazardową komisją śledczą. Mistrzostwo tej sztuki pełną gębą. Ryszard F. podobnie jak wspomniany biznesmen. Nie wie, nie zna, nie pamięta, nie powie. Słowem żadnej korupcji w piłce nie było, a sam F. do aresztu poszedł niesłusznie. Wszyscy są winni dookoła tylko nie on. Media coś tam sobie wymyśliły i już robią z tego aferę. Korupcji w futbolu nie było, a zapis w kodeksie karnym o korupcji wcale go nie dotyczy. Ciekawe co w takim razie ma oznaczać umieszczenie w nim sędziów, a takim Fryzjer na pewno jest. Ale taka jest właśnie sztuka uników. Identycznie jak przy ostatnich zeznaniach Sobiesiaka w Sejmie.

* Skomentuj ten wpis

Bo to Euro właśnie

O czym mówi się niemal na okrągło w ostatnim czasie? Oczywiście o igrzyskach olimpijskich w Vancouver, które startują już w piątek. Znowu będziemy trzymać kciuki za Adama Małysza, Tomasza Sikorę i Justynę Kowalczyk. W sumie za kogo innego w biało-czerwonej ekipie mielibyśmy te kciuki trzymać. Igrzyska igrzyskami, ale w tej całej olimpijskiej gorączce nie powinniśmy zapominać,że również nad Wisłę wkrótce zawita wielkie sportowe święto. W prawdzie do Euro 2012 mamy jeszcze około 2,5 roku, jednak już dzisiaj powiało wielką europejską piłką. W Sali Kongresowej odbyło się losowanie grup eliminacyjnych, w których mamy udział zapewniony wspólnie z Ukrainą. Tak nieśmiało ten fakt przypomniałem, bo w minionym tygodniu Andrzej Szarmach błysnął “inteligencją” nie bardzo orientując się w sytuacji.Tak więc panie Andrzeju, przypominam jeszcze raz z uporem maniaka. Losowanie, w którym Pan dzisiaj uczestniczył do spółki ze Zbigniewem Bońkiem, Andrijem Szewczenko i Olegiem Błochinem Polski i Ukrainy nie dotyczy, ponieważ udział ten już mamy zapewniony. Kropka. Jeśli już mówimy o grupach to nie będę chyba oryginalny, jeśli stwierdzę, że konkretną grupę śmierci wskazać jest bardzo ciężko. Z tym osądzaniem poczekajmy do zakończenia mundialu w RPA i rozpoczęcia eliminacji. Boisko bardzo szybko umiejętności zawodników zweryfikuje. Gdybym jednak musiał wybrać najmocniejszą i najsilniejszą to z całą pewnością ciekawie zapowiadają się mecze w grupach A, C i według mojej skromnej oceny E. Tak zapowiadają się naprawdę spore emocje,a na takie liczę. Bo to właśnie jest Euro, którego przedsmak mieliśmy właśnie dzisiaj w Warszawie.

* Skomentuj ten wpis

Bierzcie przykład z naszych szczypiornistów

Mógłbym napisać o tym, co dzisiaj rano prezes Polonii Bytom mówił na antenie Orange Sport na temat tego, jakie konsekwencje wyciągnięto wobec Rafała Grzyba (który to potajemnie flirtował z Jagiellonią tak jak Leo Beenhakker z Feyenoordem Rotterdam) i wobec Michała Zielińskiego (za karę przesuniętego do Młodej Ekstraklasy),ale postanowiłem sobie odpuścić. Będzie natomiast o czym innym. Nie mieliśmy szczęścia w ostatnich spotkaniach w stolicy Austrii przy okazji turnieju Mistrzostw Europy w piłce dla odmiany rzucanej do bramki. Nasi szczypiorniści przegrali z Francuzami, Chorwatami (do których w żadnej dyscyplinie szczęścia nie mamy i mieć nie będziemy) i dzisiaj w końcu z Islandczykami. No cóż, widocznie nie dla nas medal. Dlaczego piszę o piłce ręcznej na blogu stuprocentowo piłkarskim? Ano, mianowicie dlatego, że postanowiłem wystosować pewien apel do naszych kopaczy. Panowie, bierzcie przykład z naszych szczypiornistów. Gwarantuję, że moglibyście się od nich sporo nauczyć. Przede wszystkim tego, że nasz udział w międzynarodowym turnieju niekoniecznie musi oznaczać mecze otwarcia, o wszystko i mecz o honor. Skoro już o tym ostatnim mowa to odnoszę nawet wrażenie, że akurat tego Wam właśnie brakuje (przynajmniej niektórym z Was). Można zagrać nawet o finał i przegrać ten pojedynek z prawdziwymi jajami, których wy moi kochani kopacze najwyraźniej nie macie przynajmniej na polu międzynarodowym. Po co nam w Ekstraklasie żenująco słaby Mariusz Pawełek? Weźmy przykładowego Sławomira Szmala. Przez godzinę potrafi fantastycznie bronić w hali, więc Maciej Skorża i każdy inny szkoleniowiec w kopanej lidze miałby spory pożytek w ciągu minut dziewięćdziesięciu. Po co nam jest potrzebny braterski duet Pawła i Piotra Brożków, czy choćby bracia Gancarczykowie? Przecież oni mają problemy ze strzelaniem gdziekolwiek. Niech z parkietu na zieloną płytę boiska przeniosą się Marcin Lijewski i jego brat Krzysztof, albo nawet inne szczypiorniakowe rodzeństwo, czyli Michał i Bartosz Jureccy . Goli by się nazdobywali, ale przez nasza pokopana jak ogródek na wiosnę piłka byłaby jeszcze ciekawsza. Co do trenerów to ci od Bogdana Wenty też mogliby brać przykład trenerzy piłkarscy. Tak drodzy szkoleniowcy to o Was mowa. Pan Bogdan potrafi na tyle przemówić do swoich podopiecznych,żeby duch walki był w nich naprawdę ogromny. Bez zbędnego owijania w bawełnę,ale wy tego nie potraficie. Przynajmniej niektórzy z Was. Że co? Że się czepiam? Możliwe czepiam się, ale mam sporo racji, a jeśli ktoś uważa,że jej nie mam to już jego problem. Chciałbym tylko zauważyć, że runda rusza już niedługo. Bierzcie przykład z naszych szczypiornistów panowie piłkarze i szkoleniowcy naszej Ekstraklasy. Są warci tego, żeby się na nich wzorować. Przynajmniej jeżeli chodzi o bitwę o medale i inne trofea.

* Skomentuj ten wpis

Po co Legii Kowalewski?

Szczerze Wam się przyznam, że polityka transferowa Legii od zawsze stanowi dla mnie zagadkę.Inne kluby wyraźnie się wzmacniają, a Wojskowi tylko sprzedają, albo wypożyczają zawodników. W przeciwnym kierunku już nie bardzo. Wiele razy już była mowa,że przy Łazienkowskiej trzeba stawiać na młodzież. Tylko co to za młodzież, kiedy wymienia się nazwisko Marka Saganowskiego, albo Wojciecha Kowalewskiego. Talentu “Sagana” nie śmiem kwestionować, bo trochę tych goli zdobył,więc nawet ucieszyłbym się, gdyby do Warszawy wrócił. Nie kwestionuję też potencjału bramkarskiego Kowalewskiego. Zastanawia mnie jednak po co jest Legii tak naprawdę potrzebny. Z całą pewnością nie po to, żeby zastąpić Janka Muchę po tym jak odleci do Anglii, albo jeszcze gdzie indziej. Tak przynajmniej jeszcze w poniedziałek twierdził każdy kto się tymi sprawami na Łazienkowskiej zajmuje, o czym skrupulatnie donosiły media. Nie trafia do mnie takie uzasadnienie z jednego prostego powodu. Jan Mucha na następców w naszej pięknej stolicy nie może narzekać. Jest przecież Maciek Gostomski, czy chociażby Kostia Machnowskij (przepraszam z góry jeżeli się pomyliłem przy pisowni nazwiska). Oni z powodzeniem mogli sympatycznego Słowaka zastąpić.Kowalewski już raz do Ekstraklasy wrócił i powiedzmy to sobie szczerze, nie był to powrót udany. “Gibon” w Koronie Kielce zbyt wielu spotkań nie zagrał. Dziesięć spotkań dla bramkarza jest tyle samo co nic. No więc po co Legii potrzebny jest Wojciech Kowalewski? Teorię na temat mam następującą. Chyba tylko dlatego,że gdzieś tę karierę skończyć trzeba,a gdzie tego nie zrobić jak przy Łazienkowskiej. W klubie coś tam przebąkiwano, że ma charakter. Może i owszem posiada takowy, ale według mnie to trochę za mało. Jeżeli już rzeczywiście Legia chce pozyskać bramkarza z charakterem to niech się upomni w Celtiku o zwrot Artura “Borubara” Boruca.

* Skomentuj ten wpis

Piłkarskie wzloty i upadki 2009

Po szaleństwach sylwestrowej nocy  trzeba się pokusić o podsumowanie tego wszystkiego czego byliśmy świadkami oglądając zmagania na stadionach. Tak więc co robili nasi krajowi kopacze i działacze naszej narodowej piłki w roku 2009 i czym zasłynęli zagraniczni piłkarze? Oto kilka wzlotów i upadków polskiego i międzynarodowego futbolu.

1. Selekcjoner Smuda

Prawdopodobnie Franciszek Smuda miał najwięcej szczęścia, bo w końcu doczekał się i został selekcjonerem Reprezentacji Polski. I to należy uznać za sukces zarówno samego Franza, jak również zwykłego fana futbolu. Z kolei tajemnicą Poliszynela jest, że akurat ta osoba na tym wyjątkowo chybotliwym stołku jest nie na rękę Grzegorzowi Lacie i jego ekipie, no ale czego nie robi się dla ugłaskania zbuntowanego kibica.

2.FC Barcelona razy sześć

Jeżeli na naszym podwórku taką rewelacją był Ruch Chorzów to na skalę globalną największą rewelacją była ekipa trenera Guardioli. Zawodnicy z Camp Nou zdobyli wszystko co było do zdobycia. Od tytułu Mistrza Hiszpanii do zwycięstwa w rozgrywkach Klubowego Pucharu Świata. Z całą pewnością jest najlepszym klubem na kuli ziemskiej a ich wyniki tylko to potwierdziły

3.Leo Messi-złote dziecko futbolu

Skoro mówimy już o Dumie Katalonii to wypadłoby wspomnieć o Lionelu Messim. To właśnie dzięki niemu Blau Grana jest w tym miejscu a nie innym. On sam dzięki swojej nieprzeciętnej szybkości i równie nieprzeciętnym umiejętnościom rozkochał w sobie wszystkich fanów futbolu i prekonał do siebie dziennikarzy i Międzynarodową Federację Piłkarską FIFA na tyle, żeby magazyn “France Football” najpierw dał mu nagrodę dla najlepszego zawodnika w Europie, a później Złotą Piłkę dla najlepszego piłkarza świata. Leo Messi zwany też następcą Diego Maradony to bez wątpienia złote dziecko światowej piłki.

Tyle wzlotów. A co z upadkami? Czy takie były? A i owszem, ale głównie na naszym krajowym podwórku, chociaż na zagranicznych boiskach wpadki również się zdarzały. Dlatego też porażki śmiało można odznaczyć godłem “Teraz Polska”:

1.Leo Beenhakker i jego gra na dwa fronty

Nie da się tego ukryć, że Holender w tym roku zaliczył solidną wtopę. Po tym jak na Euro 2008 jego drużynie wyraźnie nie poszło, sytuacja w szatni zaczęła pogarszać się z każdym dniem do tego stopnia,że Leo tak dotychczas lubiany przez kibiców popadł w niełaskę. Dalej przypadki potoczyły się,że podstarzały trener zaczął romansować ze swoim ukochanym Feyenoordem Rotterdam o czym nie miał odwagi powiedzieć.

2. Lato: Panie Beenhakker, zwalniam Pana

Leo miał niesamowitego pecha. Po paśmie niepowodzeń w eliminacjach Mistrzostw Świata w RPA stać się musiało,że Holender pożegna się z kadrą. Nie byłoby w tym niczego dziwnego gdyby nie fakt, że prezes Grzegorz Lato popisał się tak wielką bezczelnością zwalniając Beenhakkera na oczach przed kamerami bez wcześniejszej rozmowy z trenerem.

3.Tymczasowa posada

Długo na nowego trenera czekać nie musieliśmy. Nowym trenerem Reprezentacji został Stefan Majewski. Że został tym selekcjonerem to może za dużo powiedziane, bo był nim zaledwie 42 dni. Doktor, który na tym stołku usiadł nie wiadomo po co miał uleczyć polską piłkę, zadania wcale nie wykonał.

4.Imprezka z Legią

Jak się bawi Warszawa, stołeczni kibice zarówno ci z Łazienkowskiej, jak też z Konwiktorskiej, pokazywali niejednokrotnie. Piłkarz to też jednak człowiek i zabawić się też potrafi. Niestety czasami brak jest właściwego wyczucia chwili. Podopieczni Jana Urbana tak się przejęli porażką w jesiennym spotkaniu z Jagiellonią,że postanowili wyskoczyć na imprezkę, żeby porażkę odreagować. Wstyd panowie.

5. Piłka, ręka, gol

Największą wtopę w roku 2009 zaliczył Thierry Henry. Zna światowy futbol wiele przypadków zdobycia gola. Chyba najsłynniejsza to legendarna “Ręka Boga” Diego Maradony. Henry jednak wpadkę zaliczył. Gola przy pomocy górnej kończyny w barażowym spotkaniu Francji z Irlandią Północną, którego stawką była gra w afrykańskim mundialu. Wpadka Henry’ego polegała przede wszystkim na tym,że się przyznał. Jeśli już nieczysto zagrał, przynajmniej nie musiał niczego mówić.

Na tym koniec podsumowań roku 2009. Przed nami bardzo emocjonujący 2010, który na pewno będzie obfitował w ciekawe wydarzenia. Czołem.

* Skomentuj ten wpis

Bogatego Mikołaja, śniegu aż po same…uszy

Dzisiaj z innej beczki z racji okazji. Przechadzając się parę dni temu po Łazienkowskiej i obserwując budowę nowego stadionu Legii (tak bliskiego mojemu sercu jako żem kibic tej zacnej drużyny) zastanawiałem się czego i komu życzyć z okazji Świąt. Po dłuższych przemyśleniach wyszło mi mniej więcej coś takiego. Tak więc:

Franciszkowi Smudzie- osiągnięcia z naszą narodową wszystkiego co najlepsze i przemówienia do rozumu niektórym gwiazdorom z drużyny na tyle dosadnie,żeby wiedzieli gdzie ich miejsce. No i oczywiście wyjścia z grupy na Euro 2012 pomimo że do tej imprezy jeszcze dużo czasu.

Klubom Ekstraklasy- walki o najwyższe cele aż do ostatniej kolejki. Tym z dołu tabeli zaciętej walki o utrzymanie,żeby było ciekawie do samego końca.

Piłkarzom- Zdrowia, sukcesów i mniej popisywania się na boisku zamiast prawdziwą grą. Wojciechowi Łobodzińskiemu mniej imprezowania.

Sędziom- w szczególności Robertowi Małkowi, Marcinowi Szulcowi i Marcinowi Borskiemu mniejszej skłonności do wypaczania wyników spotkań ligowych. Przede wszystkim jednak odzyskania zaufania ze strony kibiców.

Prezesowi Grzegorzowi Lacie-zmian w Polskim Związku Piłki Nożnej mimo,że sam ich nie chce. Wtedy fani futbolu z pewnością się do pana przekonają.

Sobie i Wam Kochani- tego,aby pewnego dnia korupcja zniknęła ze środowiska futbolowego, szybko powstały te budujące się na naszych oczach stadiony, a liga zyskała na atrakcyjności.

Ogółem jak mówi pewnien świąteczny wierszyk wszystkim życzę bogatego Mikołaja i śniegu aż po same…uszy, chociaż z białym puchem to ostatnio krucho.

Do zobaczenia po Świętach.

* Skomentuj ten wpis

Z dużej chmury mały deszcz. O przewrocie, którego nie było

Na zewnątrz zima, trwają przygotowania do nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. No właśnie wszędzie śnieg i mróz, a w Hotelu Sheraton w Warszawie Lato. Odbyło się szumnie zapowiadane Walne Zgromadzenie PZPN. Dlaczego szumnie zapowiadane? Ano, dlatego że już kilka tygodni temu było wiadomo o tym,że on wogóle się odbędzie i będzie próba dokonania przewrotu przez tzw. Grupę Sękocińską pod dowództwem Kazimierza Grenia. Tego samego faceta, który rok temu z kawałkiem Grzegorzowi Lacie raczył był napisać program wyborczy. Do przewrotu dojść miało, jednak do niego nie doszło, bo powiedzmy sobie otwarcie, że wszelkie propozycje grupy spiskowej były torpedowane z ogromną siłą. Opozycja nawet na chwilę nie miała prawa głosu no może poza wystąpieniem rzeczonego pana Kazimierza i poza próbami złożenia jakiekolwiek wniosku, bo takie też były. Tak jak w tym skeczu z kultowego i uwielbianego przeze mnie “Latającego Cyrku Monty Pythona” o kursie na menedżerów. Wolnego miejsca na mównicy dla przeciwników Grzegorza Laty nie było już od dawna. Nie będę się rozpisywać na temat sposobu prowadzenia obrad przez Zdzisława Kręciny, bo to jest zwykła farsa i kpina. Tak więc o tym przewrocie można powiedzieć tylko, że był, ale tylko w sferze planów. Bo w rzeczywistości go nie widzeliśmy. Z dużej chmury mały deszcz - jak mówi staropolskie porzekadło.  Szkoda, bo być może była to jedyna okazja do przeprowadzenia tak potrzebnych zmian. Za fiasko operacji można obwiniać te dziewięć klubów Ekstraklasy, którym pasuje taki stan rzeczy. Dlaczego? Bo boją się zemsty sędziów ze strony arbitrów powoływanych przez  Związek? Nie bądźcie śmieszni delegaci z Wisły Kraków, Cracovii, czy Piasta Gliwice i Ruchu Chorzów. Czy tylko na przykład Legia i Śląsk Wrocław miały na tyle odwagi, żeby powiedzieć tej całej mafii? Dobrze wiecie, że tylko w jedności siła. Na konie oceniając całe to pseudozgromadzenie powiem, że było ciekawiej niż na niejednym posiedzeniu Sejmu. I śmieszno i straszno, ale z pewnością była to jedna wielka farsa.

* Skomentuj ten wpis

Dalej »


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


marzec 2010
P W Ś C P S N
« lutego    
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031