Legia gra, że aż zęby bolą

Wybrałem się wczoraj na Łazienkowską. Legia grała akurat z GKS-em. Tym z Bełchatowa. Kiedy tak sobie zmierzałem powoli w stronę stadionowej bramy, pomyślałem sobie: “No tak.Sześć punktów mamy, więc pora na kolejne. Lepiej być nie może, bo Legia musi ten mecz po prostu wygrać”. Następnie zasiadłem na swoim wygodnym krzesełku, znajdującym się jak zwykle na Żylecie. Mecz się zaczął, doping był, ale tylko jakoś gry w wykonaniu ekipy Macieja Skorży jakoś próżno szukać. Urządził nas Marcin Żewłakow. Fakt, że bełchatowianie  też nie zagrali jakiegoś wielkiego spotkania, ale przynajmniej pokazali, że im zależy. A Legia? No, cóż. Legia albo chce, ale nie za bardzo może albo może, ale za bardzo nie chce. Raczej stawiałbym na to drugie, bo tak to wyglądało przynajmniej z mojej perspektywy. Nie czarujmy się, ale przy takiej postawie po co tym naszej ukochanej zbieraninie ten super wypasiony stadion, jeśli cała ekipa odstawia taką fuszerkę. Przecież połowiczna skuteczność w przypadku jednego z głównych kandydatów do mistrzostwa (sześć punktów na dwanaście możliwych o zgrozo) to tak naprawdę żadna skuteczność. Przykro mi to mówić pod adresem ukochanej drużyny, ale gra całej jedenastki z Łazienkowskiej najnormalniej przyprawiła mnie (z resztą chyba nie tylko mnie) wczoraj o ból zębów. Rozumiem, że nowi zawodnicy, że nowy trener, i że wszyscy muszą się jeszcze dotrzeć.Ale do cholery ile można się docierać? Daleki jestem od oceniania postępów i prognozowania co będzie na koniec sezonu po ledwie czterech kolejkach, jednak patrząc na to, co ta Legia wyczynia, zaczynam bać się, czy jeszcze wogóle będziemy mieli Mistrza przy Łazienkowskiej.

* Skomentuj ten wpis

Moja polemika z trenerem Ulatowskim

Nie szczędził trener Rafał Ulatowski gorzkich słów pod adresem sędziego Daniela Stefańskiego po tym, jak ten w doliczonym podyktował rzut wolny, który przyniósł Legii zwycięstwo. Zazwyczaj, jak każdy kibic w Polsce, jestem negatywnie nastawiony do pracy arbitrów w naszej lidze, ale teraz postanowiłem pozwolić sobie na polemikę ze szkoleniowcem Pasów i wziąć w obronę pan sędziego. Mówił Rafał Ulatowski w spotkaniu z mediami, że Marcin Cabaj przetrzymywał piłkę przez przepisowe sześć sekund. Tymczasem dzisiaj rano obejrzałem sobie powtórkę, w której komentujący Marcin Rosłoń dokładnie policzył i wyszło mu sekund trzynaście. Nie wiedzieć czemu mi wyszło tyle samo. Więc po co te nerwy? Prawda jest taka, a nie inna. Że jest dosyć bolesna, ale czasami musi boleć. Sześć sekund a trzynaście to jednak spora różnica. Gdybym był na miejscu Daniela Stefańskiego, byłbym bardziej surowy i pokazałbym Cabajowi drugą żółtą kartkę, przez co musiałby wylecieć z boiska. Poza tym zawodnikom z Krakowa dałbym jeszcze kilka kartoników za ewidentne symulowanie fauli w czasie całego spotkania. Przepraszam bardzo,ale takiego popisu aktorstwa, jak w przypadku Pasów, nie powstydziliby się nawet aktorzy występujący w legendarnej “Piwnicy pod Baranami”. Tak więc proszę pohamować emocje panie trenerze Ulatowski, a jeśli rzeczywiście sędzia rzeczywiście orżnął pana drużynę z punktów, proszę przedstawić na to twarde dowodu. Z chęcią je poznam.

* Skomentuj ten wpis

Zawartość piłki w polskiej piłce

Pamiętacie kultową komedię Stanisława Barei “Poszukiwany, poszukiwana”? Jeśli nie pamiętacie, albo nawet nie znacie tego tytułu, przypominam. To taki film, w którym Wojciech Pokora w damskim przebraniu musi ukrywać się po tym, jak został niesłusznie oskarżony o kradzież obrazu. W pewnym momencie trafia pod dach pewnego pana profesora. Rzeczony pan profesor prowadzi badania nad zawartością cukru w cukrze (pędzenie bimbru). No i niczym ten profesor badał cukier w cukrze, postanowiłem zbadać zawartość piłki w polskiej piłce, a skłoniły mnie do tego ostatnie wydania “Nocnego Hyde Parku” w Orange Sport Info.  Wyniki moich badań za bardzo nikogo nie powinny dziwić, bo wyszło mi wielkie okrągłe zero. Po pierwsze nie mamy ligi na prawdziwym poziomie. 67.lokata w oficjalnym rankingu to pozycja prawdziwie skandaliczna. Po drugie polscy przedstawiciele w Europie odpadają nawet w pojedynkach z Azerami, a wszystkie Reprezentacje solidarnie jak jeden mąż kompromitują się nawet w meczach towarzyskich. Przegranej z Kamerunem nawet nie skomentuję, bo uważam, że Eto’o powinien ustrzelić minimum hat-tricka. Po trzecie brak jakiegokolwiek wyszkolenia młodzieży. Skoro kadra Niemiec może budować swoją siłę na młodych i utalentowanych, to czemu nie spróbować podobnego eksperymentu. Myślę, że opłaciłoby się. Polskiego piłkarza po porażce nie wystarczy pogłaskać po główce i jeszcze sypnąć kasą na zachętę, żeby może łaskawie zechciał wziąć się do roboty.On powinien wiedzieć, że samym gwiazdorzeniem w stylu Patryka Małeckiego nic się nie osiągnie. W przeciwnym razie, jak słusznie zauważył Adam Godlewski z “Piłki Nożnej”, niedługo polskie ekipy nie będą miały kogo wyprzedzać.

* Skomentuj ten wpis

Po wynikach ich poznacie

Wreszcie rusza. Przez jednych kochana, a przez innych nienawidzona. Jakby jednak to nie wyglądało, jest nasza. Ekstraklasa. Po przerwie trwającej blisko trzy miesiące nasi kopacze wybiegną na stadiony. Sędziowie znowu będą wypaczali wyniki na potęgę, co w polskim futbolu nie jest już rzadkością, natomiast komentatorzy i fani piłki będą po każdej kolejce zastanawiać, na jakiej podstawie ten facet z gwizdkiem mógł podjąć taką, a nie inną decyzję. Nowoczesnych obiektów jest na razie jak na lekarstwo, bo do tej pory mamy się czym pochwalić w Poznaniu, w Kielcach, Lubinie, w Krakowie przy Reymonta i w Warszawie przy Łazienkowskiej (według mnie najpiękniejszy ze wszystkich wymienionych). Jaki będzie ten zaczynający się właśnie sezon? Co pokażą piłkarze w ligowych zmaganiach i czy przypadkiem te wszystkie wielkie powroty Macieja Żurawskiego, Marcina Żewłakowa, Artura Wichniarka i Ebiego Smolarka nie okażą się totalnym samobójem. Wreszcie, kto zdobędzie Mistrza, a kto spadnie do I ligi? Po wynikach ich poznacie. W tym naszym futbolowym bagienku odpowiedź inna niż Lech, Legia lub Wisła zasiądzie na tronie raczej nie powinna być brana pod uwagę. Oglądając jednak wczorajsze i środowe poczynania Kolejorza i Białej Gwiazdy śmiem twierdzić, że z powyższej trójki szanse mają Wojskowi. W przypadku ekipy Macieja Skorży może się jednak skończyć tak jak zawsze, czy na wielkich nadziejach i późniejszym rozczarowaniu kibiców. No więc, kto spadnie z ligi? Wydaje mi się, że mimo wszystko dalsze kłopoty z utrzymaniem będzie mieć Polonia Warszawa, a wszystkie spektakularne wzmocnienia przydadzą się Czarnym Koszulom jak psu obroża i znowu z szumnych zapowiedzi Józefa Wojciechowskiego nie wyniknie nic. Z Ekstraklasy może też spaść Arka Gdynia, która oddała Joela Tshibambę Lechowi. No chyba, że gdynianom takie osłabienie zbytnio nie zaszkodzi.  Tradycyjnie kłopoty z ekstraklasowym bytem będą mieć beniaminkowie. Być może nawet to Widzew i Górnik znowu będą musieli opuścić piłkarską elitę. Sezon jednak dopiero się zaczyna, a odpowiedzi na postawione pytania otrzymamy za około 10 miesięcy. Tymczasem pora na pierwszy gwizdek.

* Skomentuj ten wpis

Z czym do ludzi?

Wiecie, kiedy ostatni raz tak bardzo wstydziłem się za polski klub w europejskich pucharach? To było rok i ten pamiętny mecz Wisły z Levadią Tallin. Myślałem sobie, że następnym razem będzie lepiej. Rok później Mistrzem Polski został Lech. No więc tak sobie pomyślałem: “tym razem to już na sto procent Liga Mistrzów zagości na polskiej ziemi”. Odbyło się spotkanie Interem…Baku. W stolicy Azerbejdżanu Kolejorz, a konkretnie Artur Wichniarek wcisnął gospodarzom bramkę. Wydawało się Wam, że rewanż przy Bułgarskiej będzie formalnością? Też mi się wydawało, ale zmieniłem zdanie. W zasadzie to nie wiem, co się jeszcze musi wydarzyć i ile polski klub w eliminacjach Champions League musi dostać bramek, żeby w końcu zbudować silną ekipę i awansować do najważniejszej ligi w Europie. Pytam z czym do ludzi? Lech mimo, że mistrz naszego kraju pokazał, że Liga Mistrzów to dalej za wysokie progi. Pytam z czym do ludzi? Nie oszukujmy się, ale poznaniakom wczoraj zwyczajnie dopisało szczęście, bo jak inaczej nazwać ten konkurs jedenastek i postawę Krzysztofa Kotorowskiego. Według mnie Kolejorz powinien zasłużenie przegrać ten rewanż znacznie wyżej i to jeszcze w regulaminowym czasie. Możemy sobie tłumaczyć przez brak Roberta Lewandowskiego i wystarczających transferów. Jednak to nie jest żadne usprawiedliwienie dla zupełnego  braku profesjonalizmu ze strony podopiecznych Jacka Zielińskiego. Wczoraj mój ojciec stwierdził, że na Sparcie Praga przygoda Lecha się skończy. Nie życzę źle żadnej ekipie reprezentującej Polskę na arenie międzynarodowej, ale obawiam się, że tym razem skończy się jak zwykle. Tak jak w tym jeszcze do niedawna aktualnym powiedzeniu o reprezentacji Hiszpanii.

* Skomentuj ten wpis

Imperium kontratakuje

Dawno nie słyszeliśmy o betonie z Polskiego Związku Piłki Nożnej. No więc znowu dał sobie znać piłkarski beton Grzesia Laty. Otóż tenże Lord Vader postanowił wytoczyć ciężkie działa przeciwko kibicom. W łódzkim sądzie zaczęła rozprawa przeciwko fanom piłki. Nie pierwsze to kretyńskie posunięcie i pewnie nieostatnie, no ale przecież Lato i jego świta inteligencją nigdy nie grzeszyli. Dlaczego zatem PZPN postanowił dochodzić swoich praw? Ano tylko dlatego,że ktoś tam postanowił skrytykować jej działania. Może jestem jakiś nienormalny,ale przecież od 21 lat żyjemy w wolnym kraju, w którym każdy może wyrazić swoje zdanie na określony temat, obojętnie jakie by ono nie było. Bo zostało naruszone dobre imię Związku? W takim pytam jakie dobre imię? O czym my wogóle rozmawiamy? PZPN nie ma żadnego dobrego imienia, o ile kiedykolwiek jakieś było. Plujecie w twarz wszystkim polskim kibicom, wy leśne dziadki z Bitwy Warszawskiej. Wypowiedzieliście wojnę 300 tysiącom osób, które odważyły się powiedzieć “nie” tej wielkiej farsie, którą odstawiacie niemal od zawsze.  Co do tych 80 tysięcy na reprezentację bezdomnych to nie będę oryginalny. Zróbmy ściepę narodową i wspomóżmy tę drużynę. Wilk będzie syty i owca cała. Tymczasem jednak przed nami kibicami kolejna trudna bitwa. Imperium kontratakuje.

* Skomentuj ten wpis

Ciuciubabka Wojciechowskiego z Marcinem Żewłakowem

Na pewno każdy z Was bawił się kiedyś w ciuciubabkę. Polegało to na zawiązaniu oczu jednej osobie, a następnie na łapaniu innych. Taką ciuciubabkę już drugi rok z rzędu uprawia właściciel Polonii Warszawa, pan Józef Wojciechowski. Pamiętacie do czego to doprowadziło. Do czego zmierzam? Zaprosił oto pan prezes na Konwiktorską drugiego z braci Żewłakowów, Marcina do negocjacji w sprawie kontraktu.Rozmowy trwały dosyć długo. Już było wszystko dopięte na ostatni guzik. Już Marcin przeszedł testy medyczne i był gotów złożyć podpis pod umową. Przyszedł więc do siedziby klubu, żeby sprawę ostatecznie zamknąć, ale się srodze rozczarował. Pan prezes najwidoczniej zmienił zdanie w ciągu jednej nocy, bo na byłego reprezentanta Polski owszem czekał kontrakt,ale na zmienionych warunkach. No i jak tutaj się nie rozczarować. Nieczęsto zdarza się, że piłkarz, będący wychowankiem jakiegoś klubu (w tym przypadku Polonii) w ostatnim momencie dowiaduje, że jednak nic z tego. Nie jestem kibicem Czarnych Koszul,ale zdanie Marcina Żewłakowa na temat wcale mnie nie dziwi. Chętnych tego zdania odsyłam do dzisiejszego wydania dziennika “Futbol News”. Józef Wojciechowski chcąc rzeczywiście walczyć o najwyższe cele nie powinien zachowywać się w ten sposób.Inaczej na Muranowie będzie powtórka z rozrywki, a myślę, że kibice z Muranowa nie chcieliby tego.

* Skomentuj ten wpis

Espana Campeones!!!

No i stało się. Już wszystko jasne. Hiszpania Mistrzem Świata. Powiedzcie mi teraz, jak tutaj nie wierzyć w zwierzęcą intuicję. Nie pomyliła się ośmiornica Paul, nie pomyliła się też pewna papuga. Intuicja nie zawiodła też słoni z warszawskiego ZOO. Kiedy z mundialu odpadała Argentyna, pomyślałem sobie, że byłoby miło, gdyby tytuł zdobyła drużyna Hiszpanii. Myślałem tak sobie już po sławetnym meczu Biało-Czerwonych z piłkarzami Vicente del Bosque. Hiszpanie urządzili sobie w tym turnieju prawdziwą corridę. Pomińmy zatem w milczeniu tę jedną felerną porażkę. Espana Campeones! Przez najbliższe cztery lata. Zwykło się o nich mówić, że grają pięknie jak nigdy,a przegrywają jak zwykle. Okazuje się,że niekoniecznie. Zawodnicy z Hiszpanii pokazali maksimum swoich możliwości, które na tak piękny sukces. Dodajmy, że sukces w pełni zasłużony.  A co do Holandii, to jednak jest mi trochę szkoda. Owszem wicemistrzostwo (trzecie w historii) to też dużo, ale niech tam chociaż Pomarańczowi wzniosą w górę jakieś trofeum. Najbliższa okazja już za niecałe dwa lata w Polsce i na Ukrainie. Tymczasem czas na fiestę w prawdziwie hiszpańskich rytmach.

* Skomentuj ten wpis

Wiele hałasu o technologię

Głośno się zrobiło ostatnio o mundialu. Prawdziwy hałas, że klękajcie narody.  No i właśnie o tym hałasie chciałbym nadmienić słów kilka. Hałas rzeczony jest spowodowany bynajmniej nie osławionymi wuwuzelami, ale tym co w ostatnich dniach wyczyniali piłkarze i arbitrowie. Cofnijmy się zatem do wczorajszego popołudnia. Na początek Anglia gra z Niemcami. Dla Synów Albionu pada bramka. Bramka zdobyta jak najbardziej prawidłowo. Pan arbiter raczył odgwizdać spalonego. Nie wiem gdzie wtedy był ten gość z gwizdkiem, ale według mnie skoro bramka była zdobyta z właściwej pozycji, należało ją uznać.Idźmy dalej. Wieczorem Meksyk mierzy się z Argentyną. I tu sytuacja następna. Jeden z goli dla Albicelestes zdobyty, a jakże, ze spalonego. Gdyby dorzucić jeszcze kilka innych błędów sędziowskich to mamy prawdziwy kabaret. Gdzie zatem ten hałas, o którym napisałem na początku? Ano,  jest i dotyczy technologii. Wprowadzać, czy nie wprowadzać. Sepp Blatter , prezydent tej skostniałej federacji FIFA (to taki trochę większy PZPN), boi się zmian, jak diabeł wody święconej i uważa, że jakakolwiek nowa technologia zabiłaby piękno futbolu.  Żenujące to stwierdzenie, bo jeszcze nie słyszałem, żeby odrobina techniki, czy to w postaci powtórki,  czy nawet w postaci elektronicznego chipa wszytego w piłkę, zaszkodziła całemu widowisku. Futbol, podobnie jak cały sport powinien iść z duchem czasu. W przeciwnym razie zacznie cofać się na drodze ewolucji. Mamy po wczorajszych wydarzeniach wiele hałasu o wprowadzanie nowinek technicznych. Oby tylko nie było to wiele hałasu o nic, bo coś w końcu musi się zacząć dziać.

* Skomentuj ten wpis

Jajko z niespodzianką

Kiedy tak sobie patrzę na pary 1/8 finału afrykańskiego mundialu, zastanawiam się co się jeszcze wydarzy. Wydarzyło się już i tak wystarczająco wiele. Dalej nie zagrają Francuzi (i słusznie), nie będzie już Włochów i tak samo nie wystąpi żadna afrykańska ekipa z gospodarzami na czele. Z wyjątkiem Ghany oczywiście.  Co się zatem jeszcze może stać? Tego nie wie nikt. Tak więc pomyślałem sobie, że taki mundial to takie jajko z niespodzianką. Na zewnątrz jajo z czekolady, a w środku mniejsze plastikowe z zabawką. Nie wiadomo, na co można trafić. Jedno co jest pewne, to napewno rzeczona niespodzianka. Na przykład wyobraźcie sobie, że już teraz Canarinhos żegnają się z turniejem. Całkiem jest to możliwe, bo od początku kanarki Dungi jeszcze nie rozwinęły skrzydeł, o czym niech świadczy dzisiejszy remis z Portugalią. Gdybym jednak miał powiedzieć, kto przejdzie dalej, odpowiedziałbym, że ciężko mi stwierdzić. Wiem, że nie wiem. Jak napisałem parę linijek wcześniej. Na pewno dojdzie do jakiejś wielkiej niespodzianki. Tak jak w tym jajku.

* Skomentuj ten wpis

Dalej »


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


wrzesień 2010
P W Ś C P S N
« sierpnia    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930